Jak zostałem aeronautą

Losowe zdjęcie

Jak zostałem aeronautą

Głosowanie

Jakie jest dla Ciebie główne źródło informacji o historii?

Kalendarz wydarzeń

Wiadomości regionalne

Bіblіotekarі odbyło kraєznavchu pіshohіdnu ekskursіyu "Gretske peredmіstya - Stare Chersoniu Serce" dla dіtey іz Vadamee rozprawie

Khersontsi vidtsvykatkuvali Dzień publiczności

Jak zostałem aeronautą








Zdobądź dyplom aeronauta i specjalny szlachetny tytuł do niego jest łatwy. Aby to zrobić, musisz wstać w powietrzu na balonie. Wtedy pilot, który kierował tym balonem, jest zobowiązany do uroczystej ceremonii wtajemniczenia w balonów.

Wygląda to tak: początkujący, klęczący, słucha krótkiej historii aeronautyki i otrzymuje z rąk pilota list, w którym wskazany jest dzień, godzina i wysokość lotu. Następnie kolejny symboliczny akt: połączyć elementy ognia, powietrza, wody, ognia wypalić przybysza końce włosów i natychmiast natychmiast gasić „ogień” otwartej butelki szampana. Potem szampan powinien być pijany. Tacy dziwni ludzie są balonistami.

Hurra, kolekcja "ulotek"!
Z niektórymi ludźmi, którzy chętnie latali balonem, poznałem się tamtego dnia. Okazja była taka sama: Dzień Miasta w Chersoniu był czwartym razem na festiwalu aeronautyki "Feyerry na niebie Tavrii". Są to czasy, kiedy ponad tuzin kolorowych balonów wzlatuje w niebo, dają one obywatelom przyjemność estetyczną.

W dniach "Bajkowych" dziennikarze mają okazję dowiedzieć się o tym hobby nie poprzez pogłoski. Podczas sportu lotu (i lotnictwie - to sport, a wyniki pilota zależy od poziomu kontroli balonu, możliwość zmiany wysokości lotu, tak aby uchwycić pożądany przepływ powietrza) w koszu są często skłonni podjąć dziennikarza czy fotografa.

Kiedy wyraziłem chęć latania (mój pierwszy lot odbył się 2 lata temu, więc miałem już doświadczenie), zostałem zidentyfikowany do najmłodszego pilota - 38-letniego Vlada z Dniepropietrowska. Rok temu był już członkiem "Feyerie in the sky of Tavria", ale nie jako pilot, ale jako członek jednej z drużyn. Muszę powiedzieć, że każdy pilot nie może obejść się bez asystentów: piłka jest skomplikowaną konstrukcją. Przed lotem należy go rozłożyć i doprowadzić do "ostrzeżenia" (wzmocnić butle z gazem w koszu za pomocą latarki, wyprostować kopułę, ogrzać osłonę). Podczas lądowania - aby spotkać się i zdemontować, umieścić w minibusie lub przyczepie samochodowej.

Podróżowanie po Ingulz






Przed lotem ogłoszono piloci wszystkich załóg. Dokładniej, wieczorami, ponieważ wieczór jest bardziej odpowiedni na loty - nie ma takiej aktywności mas powietrza. Każdy nowy lot uczestników festiwalu jest zawsze oryginalnym zadaniem, które wymyśla dyrektor sportowy. Tym razem na specjalnej odprawie, która otworzyła zawody, oddano pilotów. czerwone plastikowe wiadra. Okazuje się, że trzeba było polecieć z podmiejskiej Dar'evka przez rzekę Ingulec, a przepływając wodę trzeba było zgarnąć wiadro wody rzecznej. Kto przyniesie więcej wody do wiadra - wygrał.

- Natychmiast rozebrałbyś się, na pewno zmoczysz stopy, "pilot" spodobał mi się.

Nasz start był szybki i nawet bez drżenia kolan. Człowiek, który już miał szczęście latać, oderwać się od ziemi, wcale nie jest przerażający. Wysokość nie była zbyt duża - około 100 metrów. "Jeśli podniesiemy się wysoko, to nie mamy czasu, aby zejść do rzeki" - wyjaśnił mój pilot.

Podczas lotu przed nami rozległ się piękny widok: przed kolorowymi balonami w powietrzu, poniżej - wiejskimi domami i polami arbuzowymi. Ale od "komunikacji" z aparatem byłem roztargniony przez Vlada, który jako dowódca załogi obiecałem posłuszeństwo. Kazano mi zawiązać pasek z wiadrem do kosza i zacząłem opanowywać węzeł "morze". Za pomocą kabla mieliśmy spełnić zadanie dyrektora sportowego.

Rzeka była już pod nami bardzo szybko. Piłka spadła gwałtownie (jeśli przestaniesz podgrzewać powietrze palnikiem, który wypełnia kopułę, piłka opada bardzo szybko, aczkolwiek płynnie). Tak, więc spadłem, że wkrótce moje stopy, obute w buty lakiernicze, oszacowały temperaturę wody. To prawda, że ​​dotykaliśmy wody tylko przez kilka sekund - sam kosz jest doskonale trzymany na wodzie i utopienie go jest trudne. Vlad przeprosił za "niedogodności" i sprawdził, czy w wiadrze jest woda. Wydaje się być usatysfakcjonowany. Cóż, choć nie na próżno mokro.

O marzeniach latać i o martwej krowie
Podczas lotu pilot opowiadał o swoim hobby: - ​​Zawsze chciałem latać, od dzieciństwa. Było takie marzenie. Lubił modelowanie samolotów. Ale nie wszedł do szkoły helikopterów, ale po odbyciu służby w wojsku nigdy nie myślał o zostaniu wojskowym. Potem przez wiele lat zapomniałem o niebie - małżeństwie, narodzinach dziecka, pracy. "Sprawa" pomogła w tej sprawie: przyjaciel powiedział, że zna aeronautę Aleksandra Novikova z Chersończyków i zasugerował, aby udał się do Chersońca, by zobaczyć balon. Na początku wątpiłem: zdarza się czasem, gdy boisz się odpuścić stary, już prawie zapomniany sen. Ale w końcu wycieczka miała miejsce.

Wkrótce Vlad był już członkiem zespołu Aleksandra Novikova - pomógł wystrzelić balonik o symbolicznej nazwie "Sen". A potem sprzedał swoje Renault i przeniósł się do skromnej Nivy. Ale za pozostałe pieniądze kupił aerostat, otrzymał szkolenie i złożył dokumenty do projektu Dniepropietrowskiego Klubu Balonowego.

- Pierwszy lot był "piratem".
Nie otrzymaliśmy jeszcze pozwolenia na lot, ale naprawdę chcieliśmy wznieść się w powietrze. Polecieliśmy z obrzeży wioski, a w pobliżu wypasaliśmy krowę, którą właściciele na sprężystym kablu zawiązanym w metalową szpilkę wkopali w ziemię. Kiedy krowa zobaczyła balon, było oczywiste, że się przestraszyła. Szarpnęła gwałtownie linę i wyrwała kołek z ziemi. A on poleciał w powietrze i uderzył zwierzę w plecy, przebijając jej serce. Musieliśmy kupić od właścicieli martwą krowę. A potem handluj mięsem, aby przynajmniej częściowo zrekompensować koszty.

Zadanie Księżnej Powietrznej było trudniejsze, niż się na pierwszy rzut oka wydawało, ponieważ wiadro wydobywającej się wody powinno być delikatnie opuszczone na ziemię. Zdecydowaliśmy się na lewę: postaw kubeł na ziemi przed pełnym lądowaniem, któremu zwykle towarzyszą szarpnięcia. Wylądowaliśmy bezpośrednio na polu arbuza - "prasując" kosz z pięćdziesięcioma metrami melonów. Potem przewieźli wiadro do kwatery głównej, gdzie mierzyli wyniki linijką. Niestety, w liderach nie byliśmy. Ale najważniejsze nie jest zwycięstwo, ale uczestnictwo! Gorycz porażki rozjaśniła uroczysta procedura poświęcania mnie balonomistom. Raz dowiedziałem się, że pierwsi pasażerowie balonu braci Montgolfier były owce, koguta i kaczki, a rozpoczęła je w powietrze w Wersalu w obecności króla Ludwika XVI i że jak wełna wykorzystywanego paliwa i słomy, wręczono mi dyplom. Powiedział, że teraz jestem księżną Ingul i że ziemia, nad którą teraz polecieliśmy, należy do mnie. Ale z odrobiną wyrafinowania: zawsze powinienem być co najmniej kilka centymetrów nad ziemią.







Powiązane artykuły

Poprzedni

Następna

Top Top